Spacerowałam po Florencji i nagle… wpadł mi do głowy totalnie szalony pomysł.
A może by tak otworzyć sklep na półwyspie?
Tylko że… znam siebie.
Hel to dla mnie coś więcej niż miejsce.
To czas z dziećmi, wolność, lato, oddech.
Nie mogłam tego ograniczyć.
I wtedy przyszło rozwiązanie.
Mogę być na Helu… i mieć tam swój biznes.
I tak powstał mój sklep w Juracie.
Kobiecy. Wyjątkowy. Mój.
Tworzyłam go z absolutnym entuzjazmem.
A kiedy wczoraj skończyłam urządzać… popłakałam się jak dziecko.
Spojrzałam w lustro i powiedziałam sobie:
„Fuck dziewczyno — dla Ciebie nie ma rzeczy niemożliwych.”
Zawsze do przodu.
Czasem wolniej.
Czasem jak w maratonie.
Jedno wiem na pewno — ludzie wokół to największy skarb.
Mój ukochany Partner, który na każdy mój „szalony” pomysł tylko się uśmiecha i mówi:
„Ok, ja zostanę z Tadziem… a Ty rób swoje. Bo jesteś w tym zajebista.”
Dziękuję






Odwiedź mój butik w Juracie, ul. Wojska Polskiego 47







